Ciekawy przypadek Benjamina Buttona – muzyka

O filmie Ciekawy przypadek Benjamina Buttona - Davida Finchera teraz wszędzie jest głośno, więc moja wypowiedź będzie dotyczyć przede wszystkim muzyki. Muszę powiedzieć, że szedłem do kina z pewnym niepokojem, bo historia – mimo że ma potencjał – z zewnątrz, przed obejrzeniem filmu, wydaje się lekko nieskładna.

Jednak od pierwszych minut jest to kino urzekające. Tym, co przede wszystkim tworzy klimat, jest bez wątpienia barwa. Barwa obrazu i barwa dźwięku. Jedna i druga jest przedziwna. Żółcie i brązy. Czelesta i harfa. Kameralnie, bez wielkiej orkiestry. Pojedyncze instrumenty w świetnych połączeniach (czelesta z fortepianem, flety w niskim rejestrze).

Kompozytor (twórca muzyki m.in. do Dziewczyny z perłą, o której tutaj warto wspomnieć, bo ma wiele cech wspólnych z opisywaną) Alexandre Desplat jest francuzem, co w tym przypadku można stwierdzić bez otwierania oczu.

To jest historia opowiedziana kameralnie i taka jest instrumentacja. Z jednej strony prosta i rzadko przechodząca w hollywoodzkie smyczki, z drugiej strony tak subtelna, że przechodzą ciarki, bo w tle czuć głębię. Głębię przeszłości, przeznaczenia, nieuchronność przemijania. Gdyby muzykę napisano w innej konwencji, film miałby inny wymiar. Ale raczej by na tym nie zyskał.

Naprawdę świetne, wielowymiarowe kino. Będzie Oskar za muzykę?