Dawno nie wchodziłem na stronę Leszka Możdżera. Okazało się, że w brzydko mówiąc – międzyczasie – strona zmieniła się nie do poznania. Ta poprzednia miała klimat (te „klawisze-zakładki” i ich odgłosy, pamiętam je do tej pory), ale nowa jest też niczego sobie. Plusem jest wiązanka całych utworów w tle, chociaż elektroniczna kobza elektroniczne dudy są dość specyficzne. Zainteresowanych zapraszam do poczytania wycinków prasowych, jest kilka ciekawostek, chociaż żadna nie przebije wkładki do albumu piano live (która to wkładka opowiada o wyjeździe Możdżera do Stanów, taak, USA).
Piszę o Leszku, bo w ramach Jazzu nad Odrą w dniach 5-8 marca 2009, będzie możliwość posłuchania go we Wrocławiu. Do czego zachęcam niezależnie od preferencji muzycznych. Żeby zachęcić najbardziej zatwardziałych dodam, że na koncertach z Leszkiem pojawiają się maki (często!
). Chociaż on jeszcze jakiś czas temu preferował PCta. Jak teraz – nie wiem.
A teraz, Czytelniku, jeżeli nigdy nie słyszałeś Leszka M. (chociaż to chyba niemożliwe), to zrób to dla mnie: posłuchaj, jak brzmi fortepian poniżej (preparowany przy pomocy swetra lub czegoś całkiem innego włożonego do pudła…).
3 Responses to “Leszek M.”
taaaaaaak… On tak gra, że można o całym świecie zapomnieć
)
(nie wiem czemu, ale moja podświadomość mówi – preparowany za pomocą ręcznika, ręcznika…)
nie sluchalem wszystkiego ale domyslam sie, ze raczej chodzi o dudy niz kobze. Kobza jest instrumentem strunowym. Mysle, ze ta pomylka wziela sie od instrumentu zwanego kozłem http://pl.wikipedia.org/wiki/Kozioł_(muzyka)
Pozdrawiam autora bloga, fajny pomysl na bloga! T.
@T., masz rację, używałem nazwy potocznej. Dla zainteresowanych, czym różnią się dudy od kobzy, zapraszam tutaj.
@mtini: ręczników, to chyba papierowych