Temat cen nowych Macbooków chodzi mi po głowie od wczoraj: M@kowiec napisał, że jest drogo, ja z kolei, że jest tanio. Potem dyskutowaliśmy miejscami na ten temat, w praktyce każdy przyznał rację drugiemu. Różne dyskusje obserwowałem też na innych kilku blogach. Konkluzja: kapitalizm to kapitalizm. Nawet, jeżeli komuś wydaje się, że dzisiejszy kurs euro to 6,60 zł.

Myślę sobie, że mimo wszystko nie jest źle. Wyobraźcie sobie, że mieszkacie w Indiach.

Zarobki macie podobne, tylko zamiast kupować za jabłka za 10 zł -  płacicie 100 rupii za podobną ilość bananów. Et cetera. Zarabiacie pracując… na przykład w call centre, przy dobrej stawce za 15 000 rupii miesięcznie (czyli lekko ponad tysiąc złotych). I teraz niespodzianka. Jak myślicie: ile kosztuje najtańszy, biały MacBook w Indyjskim Apple Store?

Odpowiedź: 56 580 rupii (czyli wg dzisiejszego uśrednionego kursu 4 129,38 zł – prawie tysiąc złoty więcej niż u nas). PLUS podatek. I nie mówcie, że to transport – oni akurat do Szanghaju mają bliżej…

Jeszcze komuś źle?