Będą jakieś wizualki?

Na ostatnim festiwalu Musica Electronica Nova podeszło do nas dziewczę (które – jak później się okazało, było z pewnej gazety za jeden złoty) i zapytało: „czy nie wydaje wam się, że do takiej muzyki powinny być wizualizacje?”. Nie wydawało nam się. Dziewczę poszalało jednak tego wieczora i w poniedziałek po festiwalu wraz ze swoją gazetą obsmarowało ostro nasze środowisko. Chodziło zdaje się o „festiwal, którego nikt nie chce oglądać”.

Nie wiem o co chodzi z tą potrzebą patrzenia. Może żyjemy w kulturze, gdzie bardzo liczy się to, jak się wygląda (i dotyczy to zarówno ludzi jak przedmiotów użytkowych, patrz: maki). Tak czy inaczej, wizualek nie było, ale czasami się zdarzają.

Co widzisz słuchając muzyki? Ja na przykład – nic nie widzę, wystarcza mi to co słyszę. Czasami zdarza się jednak, iż wizualizacja wykorzystywana jest aby zatuszować braki muzyki. Brak wartościowej muzyki. Odbiorca teoretycznie ma się skupić na tym, co widzi, a dźwięk ma tworzyć tło. Moim zdaniem wizualizacja ma jedynie pomagać w słuchaniu, chyba, że jest to jakaś forma filmowa (wtedy muzyka ma funkcję stricte służebną). Granica się więc zaciera.

Wydaje się jednak, że może zaistnieć jeszcze jeden wariant. Otóż: jeżeli zarówno audio jak i wideo służą nie sztuce ale… sprzętowi. Kiedy nie chodzi o twórczość, a pokazanie możliwości. Oczywiście, jest to dość ciekawa motywacja do tworzenia, ale moim zdaniem maszyna powinna być tylko narzędziem, a nie celem samym w sobie.

Poniżej, instalacja budowana m.in. przy pomocy Max/MSP. Co czemu służy – oceńcie sami.