edycja nut

MuseScore

MuseScore to prosty program (za który 10 lat temu dałbym wszystko…) do edycji nut. Jeżeli ktoś potrzebuje zapisać proste, tradycyjne partytury, to być może nie potrzeba sięgać do kombajnu typu Sibelius, czy Finale. MuseScore rozpowszechniany jest na licencji GPL – czyli całkiem darmowy. Ostania wersja do ściągnięcia ze strony musescore.org.

Blog guru Finale w Polsce :)

Piotr Kołodziej – bo o nim mowa – pisał książki o Finale, kiedy ja jeszcze raczkowałem w tej materii. Okazało się, że pisze swojego bloga (dzięki Daniel!). Pisze nie tylko o Finale, ale i Sibeliusie oraz innych edytorach nut. W dodatku, sądząc po zdjęciach – korzysta z maka. Innymi słowy: Muzyczne DTP. Ja już dodałem do czytnika.

NumPad

Program o nazwie NumPad zamienia ekran iPhona lub iPoda touch w klawiaturę numeryczną dla naszego komputera. Problem braku tej ostatniej dotyka wiele osób – chciaż oczywiście zawsze znajdą się tacy, którzy napiszą, ze klawiatury numerycznej nie potrzeba. Potrzeba – i to nie tylko paniom w księgowości. Przeczytaj resztę tego wpisu »

Sibelius Student

Pojawiła się nowa wersja programu do edytowania nut: Sibelius Student. Jest to ukłon skierowany w stronę uczniów szkół muzycznych, ognisk muzycznych, hobbystów (bo obawiam się, że poziom kształcenia muzycznego w szkołach ogólnych w Polsce nie daje możliwości poznania nut – poprawcie mnie, jeżeli się mylę). Sibelius Student łączy w sobie zalety “dorosłej” wersji Sibeliusa oraz specjalne udogodnienia przydatne młodym adeptom sztuki muzycznej. Przeczytaj resztę tego wpisu »

Darmowe nuty i partytury

Tysiące (a dokładnie 48 000) darmowych i dostępnych do ściągnięcia partytur znajduje się już w Petruci Music Library – internetowej bibliotece, która ma aspiracje zebrać wszystkie nuty należące do domeny publicznej i udostępniać je za darmo.

Liczba pozycji w bibliotece rośnie w dużym tempie (na początku grudnia było ich 20 000) i już teraz ilość dostępnych nut jest imponująca. Nierzadko oprócz partytur znajdziemy tu pełne komplety głosów orkiestrowych – nic tylko drukować i grać.

IMSLP/Petrucci Music Library  jest dostępna pod tym adresem.

Printmusic 2010 i Songwriter 2010

Daniel Firlej napisał w mailu, że dostępne są już nowe wersje Printmusic i Songwriter, czyli mniej zaawansowanych braci Finale. Ja szczerze mówiąc czekam, aż Finale 2010 pojawi się w końcu w sklepie audioMIDI.com.

Finale 2009, Snow Leopard i te kolejki

Jnote.org donosi, iż póki co niemożliwe jest drukowanie do PDFów partytur w Finale 2009 w Snow Leopardzie. Jest to sporym utrudnieniem dla na przykład zarabiających przez edytowanie nut. Pokazuje też rozwiązanie tego problemu – co docenią odważni, którzy skusili się już na aktualizację. Ja jestem w sumie bardziej ciekawy, niż odważny – ale póki co pudełka ze Snow Leo nie kupiłem, bo jakoś nie wyobrażam sobie zapisywanie się na jakieś listy w sklepie. Owych list w każdym z wrocławskich iSpotów jest kilka, niech ktoś mi to wytłumaczy – “czy jest Pan zapisany na na którąś z naszych list?“. Wszystko to zalatuje sztucznym napędzaniem tłumu do sklepu albo poprzednim ustrojem, ale może jestem przewrażliwiony. W każdym razie – poczekam, aż będzie na półce.

Inną sprawą jest, że korzystałem z systemu 10.5.0 i jakoś nie wyobrażam sobie powtarzania tej ekwilibrystyki po raz kolejny. Cierpliwość jest cnotą, ale oprócz tego przynosi inne korzyści…

Finale 2010

Brzmi to lepiej niż Odyseja Kosmiczna. Sprowadza się to do tego, iż użytkownicy wersji 2009 po dopłaceniu ponad $100 będą mogli pożegnać się z wizerunkiem uroczego saksofonisty z dredami (oraz ikonkę w kolorze… ekh… burym?) a powitać… trębaczkę! (i ikonkę lekko bardziej brązową… sic.). Oto jak wygląda pani:

finale 2010 demo

Albo to jest pan, a ja mam coś z głową. Ale przejdźmy do rzeczy najważniejszych. Otóż pojawiają się nowości:

Notacja perkusyjna. Do tej pory jak działała – tak działała. Teraz przy główkach nut w partii perkusji pokazują się nazwy konkretnych instrumentów. Same główki też zmieniają kształt, w zależności od instrumentu, którego chcemy użyć. To ostatnie niby już było, ale jak pisałem – działało, jak działało.

Nowe dźwięki Garritana: organy, gitary elektryczne, pięciooktawowe dzwonki orkiestrowe… ciekawe, ciekawe.

Możliwość podłączenia instrumentów w postaci wtyczek AU i VST. To jest dobra wiadomość. Dla posiadaczy porządniejszych brzmień niż (bez urazy) Garritan jest to spore ułatwienie – nie trzeba będzie eksportować, importować etc. Miło.

Broadway copyist, czyli czcionka muzyczna dla niespełnionych broadwayowców. Trochę śmieszny atut, ale warto wspomnieć, że kolekcja czcionek muzycznych dołączonych do Finale liczy teraz 6 sztuk. Tego konkurencja nie daje.

Automatic Rehersal Marks, czyli automatyczne znaczniki. To są te znaczki w partyturze (literki lub liczby), nikomu niepotrzebne, ale jak ich nie ma, to dyrygenci mają pretensje. Więc staramy się je robić. Teraz wyglądają ładniej i układają się automatycznie… To znaczy alfanumerycznie… sami zresztą zobaczcie.

Graphics Support, bo każdy kiedyś chciał wrzucić swoje zdjęcie do partytury. Ciekawe, że aby importować kolorową grafikę trzeba było czekać kilkanaście wersji… ale dobrze, że jest. Nareszcie.

Music Education Worksheets, czyli gotowe szablony dla nauczycieli [czego nauczycieli? muzyki, muzyki!]. Aby poziom szkolnictwa muzycznego rósł…

/tu autor tego bloga zanosi się kaszlem i wpada pod stół. Poniżej – pół godziny później./

Oprócz powyższych, poprawa programiku do skanowania (czyli taki muzyczny OCR). Do tej pory próbowałem go raz, ale bez wybitnych rezultatów. W chwili wolnej przetestuję i napiszę.

Oraz pewnie multum innych zmian. Z dobrych informacji – w menu nie pozmieniało się wiele. Ostatnio często zdarzały się tam liczne zmiany, ku rozpaczy konserwatywnych użytkowników Finale (ale nie mojej, bo ja wciąż wierzę, że autorzy programu dążą do jakiegoś bliżej nieokreślonego ideału).

Prawda jest taka, że posiadacze ostatniej wersji nie znajdą tutaj zbyt wiele cukierków, aby skusić się na aktualizację. Ale jeżeli ktoś ma wersje 2006, to być może już warto. Być może. Wybór należy do Was, Drodzy Użytkownicy.

Listę zmian i 30-dniowe demo programu znajdziecie tutaj. Powodzenia i miłych testów.

O edytorstwie muzycznym słów kilka…

Tak się dzieje, że ostatnimi czasy mam dużo do czynienia z partyturami – w związku z tym moje przemyślenia krążą wokół tego tematu (i nie potrafię myśleć o niczym innym – czyżby to objaw pracoholizmu?). A skoro już o przemyśleniach mowa, to wyjątkowo napiszę, o czym myślę. Otóż jakoś tak jest, że wpisywanie nut do komputera (czyli tworzenie partytury) jest bardzo, ale to bardzo żmudnym zajęciem.

Wpisanie nut to jedno, ale jest jeszcze artykulacja, dynamika, określenia, te wszystkie drobne znaczki: kreski, kropki, szlaczki… A potem tekst (jak jest chór), który się rozjeżdża, zachodzi, znika… Generalnie wszystko się na siebie nakłada i miesza. Więcej zawsze jest poprawiania niż wpisywania.

Tak naprawdę edycja partytury to walka z elementami graficznymi. I jakoś nie ma wyjścia, bo programy do edycji nut są naprawdę dobre, ale to ideału jeszcze sporo im brakuje.

midi-keyboard

No bo o co tak naprawdę chodzi? Nuty można wpisywać z klawiatury dowolnego instrumentu MIDI (czyli klawiatury quasi fortepianowej), głosem, instrumentem dętym, myszką, klawiaturą komputera… Niestety – jest różnica między wpisywaniem nut, a efektywną pracą. Do tej ostatniej jednym skutecznym (i w miarę szybkim) narzędziem jest jedynie klawiatura komputera. Chociaż słyszałem o kimś, kto używał klawiatury MIDI i  to sobie bardzo chwalił.

O czym marzę? Aby wpisywanie nut było co najmniej tak intuicyjne, jak pisanie tekstu. Piszę – nie patrząc na klawiaturę, w miarę płynnie, raczej bez błędów. A jak wpisuje nuty? Melodię i rytm (jeżeli nie jest bardzo skomplikowany) w miarę szybko, ale reszta… to jest “dziubanie” myszką. Używam wszystkich możliwych skrótów klawiaturowych, tworzę też własne, ale to i tak za mało. Mysz jest niezbędna, a jednocześnie najmniej efektywna.

Partyturka prosta i nudna

Jaki jest możliwy scenariusz ewolucji programów do edycji nut? Myślę, że powinno to iść w stronę większej intuicyjności. Puste słowa? Rozwiązaniem byłby interfejs dotykowy, który działałby jako wirtualna partytura (czy kartka z pięciolinią), na której edytor czy kompozytor notował by odwiecznym narzędziem swojej pracy – ołówkiem. To nie jest bajka, to jest przecież technologicznie możliwe. Połączenie tabletu, ekranu dotykowego, oprogramowania OCR z edytorem nut. Pytanie kto i kiedy doprowadzi do powstania takiego projektu. Rzecz taka pewnie nie będzie dotyczyła edytorstwa nut, ale myślę, że edytorzy skorzystają “przy okazji” kolejnej ewolucyjnej zmiany w naszych komputerach.

Z mojej dzisiejszej perspektywy powiem: im szybciej, tym lepiej.

Sibelius 6

Niedawno pojawiła się nowa wersja programu do edycji partytur (między innymi) o nazwie Sibelius. Jest to jeden z dwóch programów tak naprawdę liczących się w tej kategorii (drugim jest rodzina programów Finale, szerzej poruszałem ten temat w artykule w Moim Jabłuszku 3/09).

sibelius-6

Program w wersji 6 wprowadza, jak podają producenci:

1. Magnetic Layout, czyli koniec sprzątania partytur (no jakoś w to nie do końca wierzę, ale  pewnie muszę spróbować). Rzecz polega na tym, że poszczególne elementy od siebie mają trzymać się z daleka. Dla niewtajemniczonych: zmorą edycji jest umiejętne umieszczenie wszystkich elementów partytury tak, aby nie zachodziły na siebie (to dlatego ostatnio rzadziej piszę na applemusic.pl).

2. Versions, czyli wszystkie poprzednie wersje nut do ponownego wglądu i rozważenia. Dla niezdecydowanych. Ja pozostaję przy nadziei, że każda moja kolejna wersja jest jednak lekko lepsza niż poprzednia.

3. Live tempo – pozwala na “dyrygowanie” swoją partyturą przez rytmicznie wciskanie klawisza. Średnio odkrywcze.

4. Nowe brzmienia instrumentów – jeżeli takie jak w wersji demo (mam nadzieję, że jednak nie), to bardzo przeciętne.

5. Diagramy do oznaczania akordów oraz chwytów gitarowych – ładne dla oka i biją na głowę te z Finale.

Zainstalowałem wersję demo i jako, że nie należę do miłośników Sibeliusa (wybaczcie), to jedna rzecz budzi moją zazdrość i bardzo mi się w nim podoba. Otóż: przewijanie dużych partytur jest niesamowicie płynne. W codziennej pracy z Finale walczę ze skaczącymi na wszystkie strony elementami partytury – jak się okazuje nie jest to kwestia wydajności komputera, tylko raczej optymalizacji.

Co do reszty funkcji przepis jest prosty: piszesz muzykę popularną, jazz – wybierzesz Sibeliusa; tworzysz muzykę poważną, “rzeźbisz” współczesne partytury – potrzebujesz Finale. Koniec :)

Poniżej interfejs programu Sibelius 6 w wersji demo.

sibelius