Pewnie, że się da. A w jakiej formie najlepiej sprzedawać muzykę w sieci? Na to pytanie cieżko odpowiedzieć jednoznacznie. Tak czy inaczej – warto się nad tym zastanowić.
Apple, muzyka i technologia
Pewnie, że się da. A w jakiej formie najlepiej sprzedawać muzykę w sieci? Na to pytanie cieżko odpowiedzieć jednoznacznie. Tak czy inaczej – warto się nad tym zastanowić.
Mój ulubiony odtwarzacz dźwięku dla systemu OS X – Vox.app doczekał się w końcu, po półtora roku, aktualizacji.
Czy zastanawialiście się kiedyś, dlaczego dana piosenka się Wam podoba? Lub też: dlaczego w radio przeboje z np. lat 70-tych to akurat te, a nie inne utwory?
Odpowiedzi są dwie. Pierwsza – lubimy muzykę, którą znamy. Lubimy punkty odniesienia do rzeczy nam już znanych, których to odniesień w naszej kulturze jest mnóstwo. Odpowiedź druga: gusta. A o nich się nie dyskutuje (lub też dyskutuje, bez powodzenia). Ale jeżeli o gusta chodzi to z pomocą przychodzą nam… algorytmy genetyczne.
Nowa wersja wprowadza jedną istotną zmianę – przywrócona została pierwotna funkcja przycisku maksymalizacji – czyli zamiana na Mini Player. Do pobrania na stronie Apple lub przez Software Update.
Mimo wielu głosów ganiących iTunes 9 – mi się podoba. Największa wymieniana wada: że tło jest białe? Przyciemnijcie sobie ekrany. Brakuje skalowania okładek płyt, ale poza tym… Okazuje się, że i skalowanie okładek jest, tylko uktyte w menu „Widok”.
Jest jedna bardzo elegancka funkcja, ułatwiająca porządek w bibliotece. W menu File | Library | Organize Library. Opcja ta układa muzykę, podcasty, seriale, filmy, programy w osobnych folderach. Proste i skuteczne rozwiązanie.
W folderze iTunes Music znajduje się teraz folder „Automatically Add to iTunes„. Wystarczy przeciągnąć plik do niego – a zostanie automatycznie wrzucony do swojej kategorii.
Osobiście nie trzymam całej muzyki w folderze iTunes, bo wolę własną organizację plików. Lecz dla tych rzeczy, które w folderze „iTunes Music” i tak się znajdują (a każdy użytkownik programu coś tam na pewno trzyma) powyższe rozwiązanie jest bardzo dobre.
D45 to cyfrowa wersja winylowego singla 45 obrotów/minutę. Cyfrowa jest w sumie tylko idea, bo jakość jest mimo wszystko inna. Od niedawna takie „single” są do kupienia w sklepie iTunes.
D45 jak klasyczny vinyl składa się z 2 ścieżek – jedna jest hiciorem, a druga mało znana. Całość kosztuje $1.99 (czyli, rozumiecie, promocja, bo hicior kosztuje 1.29 a mało znany zwykle 0.99).
Pomysł… marketingowy. Czy się sprawdzi? Zobaczymy…
Jeżeli używacie dobrego sprzętu do słuchania muzyki w programie iTunes to jest metoda, żeby dźwięk był lepszy. W Preference w zakładce Playback znajduje się opcja Sound Enhancer (po polsku chyba Preferencje, Odtwarzanie, Wzbogacanie dźwięku?). Odznaczamy. Usłyszcie różnicę. W tych słuchawkach zmiana zdecydowanie na lepsze.
Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami Apple w wyniku nacisku koncernów muzycznych zmieniło ceny piosenek w sklepie iTunes. Nikt jakoś nie zauważa absurdu całej sytuacji. W praktyce to wygląda tak: zamiast dotychczasowych $0.99 za piosenkę pojawiają się trzy możliwości – $0.69, $0.99, $1,29. Kryterium wysokości ceny jest popularność danego utworu, czy wykonawcy. Ale paradoksalnie nie działa to na zasadzie: popularny wykonawca = duża ilość kupowanych piosenek = niższa cena „za sztukę”. Jest dokładnie na odwrót. Im większa jest popularność danego utworu, tym więcej on kosztuje.
I tak w iTunes Top 100 na dzień dzisiejszy 39 piosenek sprzedawane jest za $1,29, reszta za dolara bez centa. Oczywiście brak w tym zestawieniu piosenek po $0.69. Szczerze mówiąc – generalnie ich brak. Rozumiem, że w ten sposób promowani są mało znani wykonawcy, do których „doklikać” w sklepie jest ciężej.
No i teraz pytanie – załóżmy, że znajdziemy zespół, którego utwory sprzedawane będą za najniższą stawkę. Czy nie zrazimy się automatycznie do takiej muzyki? Oczywiście – można powiedzieć, że jeżeli komuś „towar” się spodoba to na pewno kupi. A element psychologiczny? Nie wszyscy lubią iść pod wiatr, poza tym to trochę kwestia podświadomego wyboru. W związku z tym genialna (naprawdę!) idea sprzedaży muzyki przez alternatywnych wykonawców trochę traci. Bo dlaczego mają oni być „drugiego sortu”?
Oczywiście cała sprawa, jak sądzę, ma podłoże ekonomiczne. Tylko szkoda, że zabrano tym, którzy i tak mieli mało, a dodano tym, którzy mieli najwięcej. Biblijne podejście. A artyści i tak na tym pewnie nie zyskają.
Problem jak zwykle średnio nas dotyczy – bo nie mamy sklepu iTunes z muzyką. Ale może dotykać wykonawców i artystów, którzy sprzedają swoje utwory w amerykańskim iTunes Store.
Pojawiła się aktualizacja dla iTunes do wersji 8.1.1 – dla obu „jedynie słusznych” (przynajmniej dla ludzi związanych z branżą music creation) systemów. Z nowości nic szczególnego – zwłaszcza dla mieszkańców naszego wspaniałego kraju (no a dla emigrantów opcja wypożyczania filmów w jakości HD).
Ja osobiście jestem aktualnie zaabsorbowany wymianą baterii w moim iPodzie nano (1st gen). Wszystko pięknie, tylko brakuje mi lutownicy do elektroniki. Na iFixit piszą, że to operacja very difficult. Nie do końca chyba, ale otworzenie tego pudełeczka kosztowało mnie trochę zachodu. W praktyce jednak – zakładając, że cała ta akcja się uda powinienem na tym zyskać. Zamiast słabo działającej baterii o początkowej pojemności 340 mAh, wkładam 400 mAh (czyli jak mi się wydaje, taką samą jak w iPodach nano drugiej generacji – proszę mnie poprawić, jeżeli się mylę). Wyniki praktycznych zysków (i ewentualnych strat) – niebawem.
W iTunes pojawiła się w końcu funkcjonalność zapowiadana już od kilku tygodni: Genius Sidebar dla filmów i seriali. Działa na podobnej zasadzie co Genius muzyczny: pokazuje najlepiej sprzedające się filmy, podsuwa kolejne odcinki seriali oraz materiały video, które powinny nas najbardziej zainteresować (stąd sama nazwa tego narzędzia). Miły dodatek.