Tak mi się nasunęło: co jeżeli jednak mamy pliki ape+cue? Dla nieobeznanych – w skrócie chodzi o to, że jeden plik jest obrazem płyty CD płynnie (wav, ape, cokolwiek innego), a drugi go „kroi” w locie. „Cue” to jest po prostu plik tekstowy ze znacznikami początku i końca każdego utworu.
Dla mnie jest największym bólem, że nie da się tego na makach elegancko odtwarzać. Ale jeżeli ktoś chciałby bawić się w konwersję, to można użyć programu
xACT. Właściwie jest to nakładka na kilka koderów i dekoderów. Dobra instrukcja (po angielsku), jak zrobić taką konwersję znajduje się
tutaj. xACT tnie całość na małe pliki i zapisuje wszystko jako na przykład AIFFy. Potem kompresja w iTunes do dowolnego „przyjaznego” (grrr…) formatu. I już. Minusem tego rozwiązania jest fakt, że nazwy ścieżek… no po prostu znikają i trzeba je ręcznie przepisać. Oraz tempo działania xACTa – Rosetta się kłania (rym jest przypadkowy).Dla tych którzy mają jakiegoś
windowsa mimo wszystko lepszym rozwiązaniem jest połączenie
Foobara2000, wtyczki Monkey Audio (ape) do niego,
iTunesEncode oraz iTunes – jeżeli nie macie wyboru, jest to jakieś wyjście.
Osobiście skłaniam się ku formatom bezstratnym (jakość, jakość, jakość). Czekam tylko na moment kiedy da się to bez problemu odtworzyć… Nie ma co ukrywać – nie podoba mi się polityka Apple jeżeli chodzi o formaty muzyczne. Proszę nie zrozumieć mnie źle – nie mam nic przeciwko (zdrowym!) prawom autorskim, ale chyba inaczej je pojmuję.