Ten wpis mógłby się pojawić w to niedawne święto, którego nie uznaję, ale nie zdążyłem więc może to i lepiej. Ostatnimi czasy jakoś mocniej chodzą mi po głowie musicale. Lubię ten gatunek, bo trudno jest w nim uniknąć kiczu. Bo jak sprawić, że śpiew w pewnym momencie staje się rzeczywisty, uzasadniony przez akcję – a nie na przykład śmieszny i nienaturalny? W różnym stopniu musicale zalatują kiczem i taka jest chyba ich natura. Chciałbym napisać dzisiaj o tych, które nadają na romantyczny wieczór. Pewnie je widzieliście, ale jeżeli nie… to już Wam zazdroszczę.
Continue reading »